Znam ją bardzo dobrze, jest dla mnie absolutnie wyznacznikiem kobiecości ,kokieterii i czegoś, co się zowie sexapilem. Stanowcza, zorganizowana, z błyskiem w oku, nienaganną manierą i czymś co w mijających ją na ulicy mężczyznach powoduje ich przyspieszone tętno, potliwość dłoni i chwilową utratę świadomości.
Tak, zdecydowanie wie, jak należy przyprawić o palpitację serca , karnie prowadzoną pod rękę nadobną matronę, różowoustą lalę, bądź siedemnastoletnią podfruwajkę. Często zdarza jej się zaobserwować nerwowego kuksańca wymierzonego bezgłośnie pod żebra rzekome lub nie mniej zazdrosne szarpnięcie za mankiet lepszej, bądź gorszej marynarki.
Spotkałam ją wczoraj, niesposób było jej nie zauważyć, przemknęła tym swoim kołysząco-płynącym krokiem pozostawiając za sobą obłok markowych perfum, choć podejrzewam, że dodaje do nich feromonów, które nie pozostawiają żadnego powonienia bez oddźwięku.
-Woooooooooow dobrze wyglądasz!!! - usłyszałam za plecami.
Odwróciłam się i z nieukrywaną radością odparowałam:
- Szybkie latte?
- Si bella!! - Zakrzyknęła tym swoim aksamitnym głosem.
Fajerwerki w oczach zdradzały wszystko.
-Ktoś nowy?
-Taak - odparła, a ja miałam wrażenie, że echo tego słowa zelektryzowało połowę siedzących wokół kawoszy, spojrzała przy tym spod przykniętych powiek i zalotnie się uśmiechnęła.
-Opowiadaj, opowiadaj - aż zatrzęsłam się z emocji.
-Nie uwierzysz...
-Tobie we wszystko uwierzę :)
-Nawet go nie dotknęłam...Rozkoszuję się tym co mówi, jak bawi się słowem, jak próbuje być grzeczny, żeby mnie nie urazić, podczas gdy każde słowo przesiąknięte jest erotyzmem a ilość ładunków elektrostatycznyh w powietrzu buduje misterne konstrukcje z włosów...
Odrzuciła kosmyk włosów, zmieniła nogi, a ja, kątem oka, dostrzegłam, że teraz już nie pół a cała kawiarnia biznesmenów raczących się lunchem leżała u jej stóp. Lubiłam te jej historie i lubiłam patrzeć jak ją zmieniają. Z zimnej i niedostępnej suczy, zmieniała się w łagodną kotkę prężącą się niczym podczas rui.
-... powiem Ci więcej, nie spotkałam się z nim ....
- Nieee, no proszę Cię, co z Tobą?
-.. napawam się atmosferą, lubię ten dreszcz nieznanego, to napięcie, tę chemię..To ona powoduje,że ściągam łopatki siedząc na obortowym krzesełku i wciągam brzuch..
- Co dalej?
Uśmiechnęła się uśmiechem numer 5 , zatrzepotała rzęsami starannie wytuszowanymi Lancomem, obróciła w palcach papierową podkładkę pod szklankę i mogłabym przysiąc, że szepnęła..
- ....miauuuuuu.......
Znałam tę odpowiedź.... Zwiastowała, że nasze następne spotkanie będzie o wiele ciekawsze niż dzisiejsze.
Pożegnałyśmy się przyjacielskim całusem a kiedy odwróciłam się na pięcie, usłyszałam:
- Na jakie pytania mam Ci odpowiedzieć? - Wyartykułowała wprost do mikrofonu swojej komórki.
Znów ten zalotny ton....
Uśmiechnęłam się szelmowsko do siebie, znałam koniec tej historii.
Ostatnie mrozy, pusta przestrzeń, IT Crowd
-
Wieczór. Ostatnie dni mrozów, mam nadzieję, że nie wrócą już tej zimy. A za
trzy dni mocno plusowe temperatury. Uff, co za ulga. Najostrzejsza zima,
ja...
2 dni temu


2 komentarze:
Iskra w oku...
polowanie :) i może tym razem się uda, ale szept anioła stróża: "Będzie bolec..." i myśl "Ja wiedziałam że tak będzie..."
a.
Prześlij komentarz