Nie piję alkoholu, nie lubię jego smaku. Wczoraj skusiłam się na kieliszek malibu, nawet sama je przygotowałam w moim dizajnerskim szejkerze z zakrętką typu twist off.
Dzisiaj zastanawiam się kim jestem..
Z pozoru kobietą, ale to podskórny testosteron decyduje jak mam się zachowywać. Moja hardość i zacięcie momentami przerażają nawet mnie samą. I gdzieś w głębi chciałabym być przereklamowaną "stuprocentową kobietą", chciałabym umieć nagoinstynktowo zakładać nogę na nogę i kokieteryjnie odrzucać włosy z czoła, ale nic z tego idę jak czołg i ściskam włosy gumką frotką. Bywam oschła i kąśliwa, cyniczna i ironiczna, nie lubię siebie takiej.
Jestem świadoma swojej przewagi na tyle, że zdarza mi się ocierać o granice dobrego smaku i czegoś, co potocznie zwane jest kulturą.
Na szczęście są wokół mnie osoby , które mają do mnie cierpliwość i nic nie robią sobie z mojej żołnierskiej buty. Jedną z nich jest Marysia...
Okoliczności naszego poznania, trywialne, internet.
Umówiłyśmy się na Placu Wilsona, nie miałam problemu żeby ją poznać, choć nigdy wcześniej nie widziałam jej zdjęcia.
Platynowa, krótka czupryna i wielkie sarnie oczy, to obraz kotwica z tego czasu..
Bez skutku doszukiwałam się skaczących ogników w tych oczach jak czeluść, kiedy rozkutała się z tych wszystkich szali, rękawic i puchów pomyślałam, obraz nędzy i rozpaczy, przygarbiona sylwetka, pergaminowa skóra i tylko te oczy smutne i ogromne dawały nadzieję, że to wszystko da się jakoś przejść.
Zaimponowała mi jej wiedza i sposób w jaki mówiła, słuchałam jej tak jak czyta się książkę, z przekręconą głową i szeroko otwartymi oczami, chłonęłam każde słowo, którym ona uprawiała literacką żonglerkę. Pomyślałam wtedy jak daleko jest poza jej rówieśnikami.
Nie spotykałyśmy się często, ba, w czasie teraźniejszym zabrzmiałoby: nie spotykamy się często, ale za to intensywnie, czas operacyjny od wejścia do snu jest wykorzystany do granic wytrzymałości, żegnamy się już wieczorem, przed snem. Przyczyna? Groteskowa :)
Nikt nie podniesie mnie o godzinie 05:00 just to say good bye.
Nie jestem wdzięczną osobą do bycia przyjacielem, tak samo jak nie jestem wdzięczną osobą do bycia narzeczoną, dziewczyną a już na pewno nie żoną.
Nie wiem skąd ona wzięła siłę, żeby się przeze mnie samą przebić, im bardziej ona mnie chciała tym bardziej ja ze swojej twierdzy zrzucałam rozpędzone kamienie, im bardziej jej zależało, tym bardziej ja lałam lawę.Robiłam to trochę świadomie, licząc że będzie konsekwentna. To tego w tym czasie najbardziej jej brakowało - konsekwencji.Z perspektywy czasu myślę, że nie robiła uskoków, myślę, że celowo stawała na drodze i tego kamienia i tej lawy. Poturbowała się i poparzyła, ale na czubek wiezy dotarła w sprytnie ,w tak zwanym międzyczasie, zorganizowanej zbroi rycerza, silna i zdeterminowana.
Widziałyśmy się wczoraj, otworzyłam drzwi i pierwszy raz od długiego czasu zobaczyłam to na co czekałam.
Prześliczną, znów platynową czuprynę, iskierki w oczach i cudny uśmiech.
Czekałam na to dwa lata, warto było..
Idę wysmarkać nos, poryczałam się...
Ostatnie mrozy, pusta przestrzeń, IT Crowd
-
Wieczór. Ostatnie dni mrozów, mam nadzieję, że nie wrócą już tej zimy. A za
trzy dni mocno plusowe temperatury. Uff, co za ulga. Najostrzejsza zima,
ja...
2 dni temu


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz