środa, 10 grudnia 2008

Niby siła

Odkąd sięgam pamięcią musiałam byc najlepsza, z trudem przychodziło mi odbieranie srebrnego medalu na zawodach albo kolorowego dyplomu za drugie miejsce w olimpiadach organizowanych na ten czas w liceach. W trzeciej klasie byłam szczęśliwą posiadaczką indeksów trzech uczelni, jak na ironię, całkowicie nie odpowiadających moim planom na przyszłość. Małomiasteczkowość przerażała mnie do granic możliwości, uśmiechałam się półgębkiem widząc sąsiadki z poduszkami pod łokciami, pysznie rozpartych na parapetach. Snuły swoje opowieści pomiędzy zapachem, smrodem??, z pobliskich zakładów mięsnych i turkotem przejeżdzającego Ursusa z przyczepą pełną buraka cukrowego. O ile sam burak był do zniesienia o tyle, ten sam Ursus, wracający z wysłodkami w ramach zapłaty przyprawiał mnie o mdłości.
Patrzyłam na te sceny dzień po dniu z coraz większym przerażeniem, myślałam wtedy - jak tu być najlepszą? W czym? Jedyne konkurencje w jakich mogłam stanąć to najbradziej zmysłowe napychanie kiełbasy podwawelskiej tudzież brockiej, albo fantazyjne okręcanie w parciany sznurek szynki dziadunia. A!! Zapomniałabym, mogłabym równie dumnie, z podniesionym czołem przyjmować rzeczone wcześniej buraki na stan albo wydawać wysłodki, a po kilku latach na pewno dostałabym awans i mogłabym przejść na taśmę "Cukru kryształu"
Cała ta sceneria już wtedy nie przystawała do moich wybujałych ambicji, nie widziałam siebie ani tam, ani w obrębie co najmniej 100 km, szanse otworzyły studia.. Takie jak sobie wymarzylam - dziennikarstwo. Ilość historii na pierwszym roku była absurdalna, historia Polski, historia starożytna, historia Węgier, historia powszechna, historia, histor, hist.... Wierzyć mi się nie chciało.
Przyjechałam z przysłowiową jedną torbą, stanęłam na wyjątkowo szpetnym Dworcu Stadion, wciągnęłam wielkim chaustem powietrze przesycone smrodem kebaba w bułce i hot-doga all in ( swoją drogą doznania aromatyczne nie odstające od tych, które znałam) i postawiłam pierwszy samodzielny krok..
Potem stawiałam ich coraz więcej i więcej, czasami tylko stawiając kolejny z nich padałam twarzą na bruk, bo nie sprawdziłam wcześniej, czy ktoś nie związał mi sznurówek....

Brak komentarzy: