środa, 7 stycznia 2009

Poświąteczny zastój udziela się również w firmie, telefony jakby bardziej ociężałe, wciąż cicho i bez oszalałaych zleceń na juz, albo na wczoraj, zresztą wczoraj położony długopis na skraju biurka ciągle tam jest, zeszyt wolniej niż zwykle zapełnia się notatkami a ja mam czas, żeby myśleć, egoistycznie oczywiście - o sobie..
Napomknęłam wczoraj o braku asertywności
Nie jestem asertywna, nigdy nie byłam i nie potrafię sobie z tym poradzić. Nie potrafię też powiedzieć, czy nie jestem asertywna, bo zabijają mnie wyrzuty sumienia, czy nie potrafię być asertywna, bo w moim duchu i ciele panoszy się beztrosko empatia.
Uchodzę za zimną osobę, czy jeśli jeszcze dodatkowo nauczę się asertywności okaże się, że jestem robotem?
Nie umiem też prosić, co w połączeniu z poprzednimi cechami stawia mnie na straconej pozycji, gdyż ludzie, którzy, brakujące mi umiejętności, właśnie je posiedli, wykorzystują to bez cienia skrępowania.
Sama już nie wiem, czy robią to świadomie, czy też po prostu tak mają i nawet nie zauważają z jaką łatwością cedują na mnie swoje obowiązki, a ja, nie umiejąc powiedzieć "nie" z mniejszą już łatwością to przyjmuję.
Nie umiem tez powstrzymać się przed zaproponowaniem pomocy, wtedy, kiedy ktoś jej potrzebuje, naprawdę sprawia mi frajdę to, że potrafię coś dla kogoś zrobić calkowicie bezinteresownie.
Czemu akurat dzisiaj mnie to zabolało? Boli mnie od dawna, bo ja czasem też potrzebuję pomocy...
Mam wrażenie, że czara goryczy powoli zaczyna być pełna, niewiele kropel zostało do jej przepełnienia.

1 komentarz:

Pan "Ktoś" pisze...

Ofiarowana dobroć i pomoc zawsze wraca do darczyńcy ze zdwojona mocą... najczęściej niespodziewanie.

Dla pocieszenia ... nie tylko Ty masz takie rozterki. A do robota Ci daleko... czuć to w literkach.