wtorek, 13 stycznia 2009

Powstałam z martwych

Wracam do świata żywych..
Nie zwykłam chorować, ale to co się wydarzyło w przeciągu ostatnich 4 dni to nic innego jak Armagedon w moim ciele.
Choroba przyszła z nienacka, zwykły ból głowy w czeluściach nocy okazał się morderczym kilerem, który pozbawił moje ciało wszelkiego ruchu...
Łzy płynęły mi po policzkach z bezsilności a momentami zastanawiałam się czy nie łatwiej wziąć zwykłą piłkę do metalu i odpiłować każdą bolącą kość a szpatułką do usuwania lodu z zamarzniętego w gnat zamrażalnika, oddzielić każdy mięsień, żeby przestać go czuć.
Dwa dni pół snu pół jawy, letarg z majaczeniem , i trzęsące się członki ciała to z zimna to z obrzydliwego lepiącego gorąca.
Jestem nazbyt aktywna, żeby chorować, zabija mnie to i pozbawia mocy, ale wracam , krok po kroku coraz lepiej..
Podobno to karma się wypala, to tak górnolotnie, a przyziemnie?
Zmarzła mi chyba dupa.

2 komentarze:

Marysia pisze...

Nie tylko zmarzła, ale i przemarzła.

Pan "Ktoś" pisze...

Witamy ponownie na ziemi :D ... nie obiecujemy wygód ale zawsze jakiś miły akcent się znajdzie :D